Archiwum dla grudzień, 2007

Lustracja

Wbrew pozorom to nie będzie notka o lustracji. P**rdolić lustrację. Spalić IPN.

Na początek trochę moich poglądów na temat używek, bo to mi akurat przyszło na myśl. Papierosy. Śmierdzą. W miejscach ogólnego dostępu powinien być zakaz palenia; mam dość wdychania dymu na przystankach. Alkohol. Tylko z umiarem; żadna to dla mnie przyjemność schlać się aż do porzygania. Narkotyki. Te naturalne powinny być legalne. Wszystko co naturalne jest dobre. Reszta – na pohybel. Pamiętać trzeba, że używki (legalne) są obłożone akcyzą i kupując je wspiera się władzę – taką jaka jest.

Teraz krótki wywód o sądownictwie w państwie socjalistycznym. To powinno rządzić się własnymi prawami, poprzez Senat, będący reprezentacją profesorów i studentów wszystkich uczelni prawnych. To właśnie Senat decydowałby o tym, kto zostaje sędzią, prokuratorem, adwokatem czy radcą (kwestia egzaminów). Oczywiście, o przyjęciu na uczelnię prawną decydowałyby jedynie wyniki kandydata. W ten sposób kliki zostają zlikwidowane przy zachowaniu zasad praworządności. Precz z korporacjami!

Wczoraj miałem wigilię klasową, parę zdjęć jest na blogu Biszkopta. W sumie to nic się nie działo, potem poszedłem z Gibonem i Michasiem do Żeanta – też się nic nie działo, a potem poszedłem do domu, usiłowałem zdobyć klucze, zdobyłem je, zjadłem obiad, pojechałem na miasto gdzieś (tu tajemniczy uśmiech), wróciłem i tyle.

Satan Claus!

Komentarze (3)

Nie gramy pod publiczkę. Prawie.

Dziś miała miejsce próba der Zinamonnindża w ciut rozszerzonym składzie (tu specjalne pozdrowienia dla Oli). Ogólnie rzecz biorąc to było jak zwykle, tylko bardziej. Podstawowym zakupem powinien stać się metronom. Fakt, nie zgrywaliśmy się, ale jak na pierwszą próbę było nieźle. Potrzeba nam jeszcze tylko perkusji, basu i garażu.

Graliśmy – uwaga, uwaga – “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. Tak, der Zinamonnindża zamierza wystąpić na konkursie kolęd, hurra! Oczywiście, zamierzamy wygrać, a jak jury się nie będzie znało na muzyce, to i tak będziemy ubóstwiani przez naszych fanów. Właśnie tak. I wcale nie gramy pod publiczkę.

Wcześniej byłem u ortodonty. Istnieje spora szansa, że będę miał aparat. Nie to, żebym jakoś bardzo nie chciał, ale mimo to wolę nie mieć obcych ciał w ustach. Jutro trochę wolności.

Komentarze (5)

Komuch wśród skinów – część pierwsza i ostatnia

Wasz ulubiony komunista, dzieci, wybrał się na koncert – grali The Analogs, Razorquillz i Beri Beri. Generalnie Michaś stwierdził, że nikt tego nie zna, to znaczy, że są bardziej podziemni od Avril.

Pierwsze grało Beri Beri, kapela złożona z samych panienek, ponoć dość przeciętna. Nie wiem, nie oceniam, nie było mnie na nich, bo stałem pod Loch Nessem jak kretyn na mrozie i próbowałem ustalić, gdzie jest Biszkopt. Po 20 minutach zdecydowałem, że wejdę, rozejrzę się, a jak nikogo nie znajdę, to sobie kupię coś do picia i wrócę. Znalazłem.

Właśnie rozkładali się Razorquillz, zespół z Niemiec (ich Myspace). Dwie atrakcyjne pankówy – gitarowokal i bas, i koleś z Oktoberfest na perkusji. Dawali radę, zdecydowanie. Wokalistka przekrzykiwała gitary, było andergrandowo. Na Myspace jest zbyt czysto! W międzyczasie przyzwoite okrzyki skinów “antifaszist skinhedz” i “punks and skins unite and win”. Przyzwoici panowie, nie to co ci z poprzedniej notki.

A potem Analogs, pogo, jazda i w ogóle. Pięści w górze, glany w górze, jedna gleba (tylko). Biszu ma śliwkę pod okiem.  Na koniec kolka, ale nie opuściłem pogo, o nie! Darłem się “Dzieciaki atakujące policję” i przeżyłem. Zglanowałem parę butów, przeszły swój bojowy chrzest.

Moje uszy wciąż nie działają jak trzeba. Pogo! Oi! Oi! Oi! – powiedział koleś z czerwoną gwiazdą na czole.

Komentarze (2)

W górę, Czerwone Sztandary!

Jest źle. Nigdzie nie uczy się o sprawiedliwości społecznej, o ideałach wolności i równości. Państwo, szkoła i kościół są w sojuszu z konsumpcją. Cóż, gdy wszyscy mają to gdzieś, to – nie masz wyjścia, człowieku – “z własnej woli sam się zbaw”.

Bądź bardziej czerwony niż Mars i miej to w dupie, że cię goni Młodzież Wszechpolska. W dupie miej wąsatego rowerzystę, który utrzymuje, że czerwona gwiazda na czapce to jak swastyka na czole (z mojego życia wzięte). Mogłem mu powiedzieć, że jeśli nie widzi różnicy to jego problem, gdyby nie komuniści zapewne by harował na polu Radziwiłła albo innego Nałęcza. Gdyby nie komuniści 3/4 polskiej wsi pozostałoby (na oko) do lat 90. bez prądu. Polska Ludowa – nie pozbawiona oczywiście wad i patologii, jak każda władza – była najlepszym, co mogło spotkać Polskę w tym czasie.

A teraz co mamy? Skinów terroryzujących mieszkańców Bytomia, w cichej zmowie z prawicową nomenklaturą. Skandal. Hańba. Czas powiedzieć stop brunatnej powodzi! W górę, Czerwone Sztandary! – powiedział Konrad i zemdlał, bo zbluźnił przeciwko Bogu.

Komentarze (5)

Nic się nie dzieje

Nie dzieje się nic. Nuda, codziennie to samo, egzaminy próbne, które poszły mi beznadziejnie. Czytam trzy książki na raz. “Cierpienia młodego Smętka w pigułce”. Ale najgorsze jest to, że pomimo tej nudy cholernej, nie mam na nic czasu. NA NIC!

Suszę włosy, ręcznik mam na łbie. Co z tego, że długo schną? Nie obetnę się, żeby wyglądać jak Każdy. Każdy to zwierzę! (Tu porównanie ludzi do świni, oburzajcie się, jak Każdy. A przecież wielu ludzi to niezłe świnie.)

Ludzie nie myślą o tym w co wierzą. Ktoś mnie ochrzanił, że wywalam rozciapciane ciasto do kosza, bo (uwaga!) to mógł być chleb. Zapytałem, czy Ktoś wyrzuca ryż, ziemniaki, itp. Oczywiście odrzekł, że to co innego. To chleb to jakiś fetysz jest, czy co? Może ktoś to wyjaśni.

Widzicie już, że nic się nie dzieje i nie mam poważniejszych problemów. Więcej pisać mi się nie chce.

Komentarze (5)

Zabij ojca, zabij matkę

Dziś będzie krócej niż poprzednio, bo mi się nie chce dużo pisać. Pokłóciłem się z rodzicami, ale broniłem moich przekonań jak lew. Nie mogę oczywiście napisać o co poszło, bo ściany mają uszy. Ci, którzy mają wiedzieć, o co chodzi – i tak się dowiedzą. Denerwuje mnie ta wszechobecna infiltracja. Tak, to nie moja mania prześladowcza.

Pamiętajcie, żeby zawsze stawiać na swoim – mówi wam dobry wujek Chors. Oczywiście, staram się nigdy nie tracić dobrego nastroju i tak dzisiaj (koniec końców) też się nie stało.

Gitara moim najlepszym przyjacielem jest. A oto dlaczego się uczę grać:

Moja wieczorna faza

Komentarze (4)

O emo, ewangelii i erytrocytach

Jak zwykle, zaczęło się od ranka. Nie omieszkałem się nieco “polansować” w moich nowych, mikołajkowych rurkach. Co oczywiście jest świetnym pretekstem do dyksusji o emo. Ja, osobiście, jestem człowiekiem tolerancyjnym w każdym calu. Niektóre rzeczy w stylu ubierania się emo są naprawdę fajne i godne uwagi, ale tylko jeśli nie są różowe. Sam chętnie włączam elementy takiego “mhrokhu”do moich ciuchów i wcale się tego nie wstydzę. Ale z tego powodu nie jestem jeszcze emo. To przecież głównie muzyka, moim skromnym zdaniem – muzyka do kitu, słaba, plastikowa i gówniana. Ale to tylko moje zdanie, cudze zaś zdania szanuję.

Tyle tych rozważań, które nie mają żadnej wartości. Oczywistym jest, że tworzenie własnego stylu jest dobre, powielanie zaś cudzych – złe. Jeśli masz inne zdanie, chętnie z Tobą podyskutuję.

Byłem też na pierwszym piątku. Optymizmem napawa ilość osób w glanach, a więc – w pewien sposób alternatywnych. Jak tak dalej pójdzie, to przestaną być alternatywni. Ale nic to. Tylko co oni TAM robili. Zmuszanie do chodzenia do kościoła. Straszna rzecz. Mnie wystarczy własna gącina. Czczę tam Jahwe, Horusa, Peruna i Karola Marksa, w zależności od potrzeb. Te wszystkie podpisy – straszne. Taki brak zaufania, a podobno wiara opiera się na zaufaniu. Może ludzie wyciągną wnioski.

Dobrą stroną jest to, że jako pokutę ten ksiądz dawał fragment ewangelii. Niech ciemny lud pozna podstawy swojej wiary. Choćby żeby miał co krytykować.

Byłem u Michasia na Dobrego. Dobre miejsce na imprezę. Erytrocyty.

Komentarze (4)

Ile można?!

Imieniny Mikołaja. W sumie fajne święto, dostaje się prezenty, jest swoista zapowiedź Świąt Zimowych. No, miło. Jest trochę Świątecznej Magii, ale w sam raz, by nie zwymiotować. Tak przynajmniej było rano. Przewinęła się dyskusja o niestosowności reklamy Allegro (“…Mikołaja nie ma”, ja bym nie chciał, żeby mi ktoś tak perfidnie odczarował Święta Zimowe). Szkoła.

Po szkole wracam do domu, po domu idę na rynek. Cel wyprawy – wymiana koszulki, którą jutro mam dostać. Na koszulce wielki napis FUCK OFF & DIE. Właśnie bando k… komercyjnych gnomów. FUCK OFF & DIE! Mam dość sztucznej atmosfery radości i świąteczności tworzoną jedynie w celu generowania większych zysków przez klasę posiadającą środki produkcji. Mam dość odmagiczniania Świąt Zimowych. Mam dość hałasowania świątecznymi piosenkami na ulicach.

Bunt! Bunt! Bunt!

Znajoma dostała drzwi na Mikołaja. Nie rozumiem tego. Ona też. To w ogóle jakiś absurd. Wszystko.

Moja ostatnia muzyczna fascynacja to Dub Buk, pieprzeni naziole z Ukrainy – co z tego, że jestem lewakiem. Grają świetną muzykę, klimat pierwsza klasa, liga światowa, melodie ludowe, perkusja z kopem jakich mało (i to nie są blasty jak w każdej blackmetalowej kapeli), ruskie motywy z czystym śpiewem. Cud i miód! Dla pocieszenia powiem, że te teksty nie są przynajmniej antysemickie, masochiści w nich też się rozsmakują, bo bywają antypolskie, a tytuły typu “Marsz slowianskih sokyr” bywają zabawne. Polecam!

Komentarze (6)

Hej.

Z nudów postanowiłem założyć bloga, więc będę tu wrzucał różne dziwne rzeczy mojego autorstwa. Będą bardziej lub mniej mądre, nie istotne. W każdym razie postaram się pisać regularnie o najróżniejszych rzeczach, choć głównie o językach, Słowianach, no i różnych epizodach z życia wziętych. A więcej mi się nie chce już pisać.

Komentarze (2)

Mitologia Słowian – cz.1

Oto pierwsza część mojej interpretacji mitologii słowiańskiej. Wiele jest niepewne co do mitów Słowian, wiele rzeczy różni się w zależności od rejonów, sprawa wierzeń naszych przodków nie jest łatwa. Nie jestem naukowcem, by prowadzić wnikliwe badania, przedstawiam jedynie moją literacką wizję mitologii słowiańskiej na podstawie (mniej lub bardziej potwierdzonych) odkryć naukowych. Nie chcę przedstawiać wszystkich teorii i przypuszczeń, mam zamiar raczej przedstawić spójne wierzenia, które są do pewnego stopnia prawdopodobne. W tej części piszę o najwyższym panteonie Słowian.

Swarożyc (Dadźbóg) to słowiański bóg słońca, ognia i domowego ogniska i jednocześnie prawdopodobnie najwyższe bóstwo Słowian. Szczególnie czczony był przez plemiona połabskie (świątynia w Radogoszczy), a tamtejszy Swarożyc zwany był Radogostem. Swarożyc był synem Swaroga, boga nieba; wskazuje na to anologia do mitologii indyjskiej, gdzie mamy boga nieba świetlistego – Djausa i boga nieba – Warunę. Atrybutem tego boga był biały koń, a w radogoskiej świątyni istniały wielkie stajnie, w których takie zwierzęta hodowano ku chwale Swarożyca. Swarożyca obecny był w płomieniu pod chlebowym piecem. Dadźbóg, według jednych wcielenie słonecznego boga, według zaś innych osobne bóstwo, odpowiadał za bogactwo i władzę, obdarzał nimi. Plemiona słowiańskie (a w szczególności ruskie) chętnie uważały się za wnuków Dadźboga.

Perun (Świętowit) jest słowiańskim bogiem-gromowładcą, patronem wojowników i wojny. To na niego przysięgali ruscy wojownicy idąc w bój, w przeciwieństwie do ludności cywilnej, która klęła się na Welesa. Kult Peruna był kultem rozpowszechnionym głównie na Rusi, ale Świętowit rugijski (czczony w Arkonie, tj. u Słowian Połabskich) przez wielu naukowców jest utożsamiany z Perunem. Drzewem poświęconym temu bogu był dąb, a jego atrybutami: góra, wóz, topór, młot (trzy ostatnie mogą być pożyczkami od Thora, powstałymi za pośrednictwem Waregów).

Weles to słowiański bóg magii, przysiąg, sztuki i rzemiosła, kupców, opiekun bydła. Jemu to podlegały wszystkie demony i sam nawet Weles chętnie przybierał postać takiego. To właśnie Weles strzegł Nawii, słowiańskiej szczęśliwej krainy umarłych. Nie był jednak ów bóg postacią całkowicie mroczną, to on bowiem był dawcą natchnienia poetyckiego. Córką Welesa była Marzanna, bogini śmierci i zimy, której pozostałości kultu pozostały do dziś.

Swaróg jest słowiańskim bogiem nieba i kowalstwa, być może również i ognia. Jego synem był Swarożyc (czasem jako synów Swaroga podawano osobno wcielenia Swarożyca: Dadźboga i Radogosta). Pozostawał bogiem bezczynnym i boskim kowalem.

Trzygłów to słowiański dźwigacz całego świata – Nawii, Prawii (krainy bogów) i Jawii (świata ludzkiego); według niektórych teorii ojciec bogów Swaroga, Welesa, Peruna, Mokoszy (bogini wilgotnej pogody, być może bogini-matka i partnerka Peruna), Chorsa (bóg księżyca) i Strzyboga (bóg wiatru, pogody). Trzygłów był szczególnie czczony przez Słowian zachodnich na Pomorzu: w okolicach Wolina, Brenny i Szczecina. Jego atrybutem był czarny koń i dąb, co wskazywałoby, że w pradawnych czasach to Trzygłów był najwyższym bogiem Słowian.

Komentarze (4)