Długo nic nie pisałem. Dość już notek abstrakcyjnych, zebrałem się do kupy, kupy nic nie ruszy. Podjąłem bohaterską walkę z nudą i rutyną. Jej skutki – różne bywają.
Wybrałem się na Magnificon (dla niewiedzących: konwent fanów anime i mangi). Pojechałem autobusem linii 184 z przesiadką w tramwaj linii 22. Ujrzałem długą kolejkę najróżniejszej maści fanów, emo, j-rockowców, oraz zwykłych widzów hentai. Otrzymałem też dwie agrafki (dziękuję, Michaś).
Ale cóż począć, gdy nie mieliśmy rezerwacji, gdy miało być 150 jednodniowych wejściówek, a było 50, gdy ludzie się wpychali drzwiami i oknami, gdy… Gorycz. Szybko okazało się, że Niewpuszczeni to ludzie obrotni. Trzy jednostki szczególne kupiły w Carrefourze: jeden grill żelazny, dwa krzesła ogrodowe rozkładane, jeden worek brykietów, jedną zgrzewkę kiełbasy wiejskiej prefabrykowanej. Jako że padało mocno, grill rozpalono pod parasolem. Pod parasolem rozłożono również laptopa z muzyką.
Niestety, źli ludzie z ochrony powiedzieli, że Niewpuszczeni zadymiają ludzi z rezerwacjami, toteż owa obrotna trójka przeniosła się na drugą stronę jezdni. Ale – co gorsza – przyjechała policja i musieli oni uciekać z: jednym grillem żelaznym, dwoma krzesłami ogrodowymi rozkładanymi, jednym workiem brykietów (napoczętym) i jedną zgrzewką kiełbasy wiejskiej prefabrykowanej (napoczętą).
Potem udaliśmy się do – najprawdopodobniej nieistniejącego – znajomego znajomego Michasia, niejakiego Świni. Marna była jego chałupina, opisu Wam, drodzy czytelnicy, oszczędzę. Dość że wróciliśmy pod budynek (Solvay) bardziej zmoknięci, niż byliśmy.
I nadszedł czas na powrót. W drodze osuszałem włosy chusteczkami. Było świetnie.
PS. Zgasiliście światła?