Jeden z najcięższych tygodni od początku roku. Ogólny brak czasu. Zmęczenie. Senność. Brak powietrza. Brak czasu na życie, brak czasu nawet na naukę (sic!). Cel: wstęp do liceum, w którym dalej męczył się będę jak wół. Nie wiem czy to ma sens. A potem praca, praca, praca. Potem siedemdziesiątka, trochę emerytury i zdychaj.
W czwartek koniec tych żałosnych cierpień młodego komucha w sojuszu z Systemem. Azaliż nie obiecywałem snadnie pofolgować potem sobie? To uczyniłem. Niemniej jednak na razie resuscytacja i rumień zakaźny. Dai ut ia pobrusa ale poziwat też chcę!
Dziś pewien sukces na olimpiadzie z historii. Nie wdajmy się tu jednak w nieciekawe szczegóły. Opuściłem salę z zadowoleniem. Ubrałem się w swoją wcale uroczą kurtkę, zarzuciłem plecak i udałem w poszukiwaniu miejsca siedzącego. Znalazłem je w końcu na – tu ubolewam – nasłonecznionym parapecie, w pobliżu sympatycznego napisu “H*J”. Pogrążyłem się w myślach, które od kilku już dni nie były fantazjami, od których zawłosiają się przestrzenie międzypalcowe, ale chaotycznym kalejdoskopem Dzierżykraja i Skarbimira.
O Skarbimirze bezlitosny, niecny wojewodo, łobuzie ty jeden… gdzie panienki?! Nie rżnij mi tu głupa, czekam na tłumaczenia. Ale Skarbimir umarł, biedny Skarbimir, Skarbimira pochowałem z czcią i wdzięczną pamięcią, Skarbimirowi skromną statuę postawiłem.
Skąd Litwini wracali?
Aa!!
Dziś nie ma czasu na spanie. I jutro nań go nie ma. A w swoim osobliwym cierpieniu jestem osamotniony. Tylko ja i Skarbimir łobuz. Smutno mi Boże. A kysz! A kysz!
njubasistka powiedział/a
oj oj.
biszkopt powiedział/a
Nie wiem co Ty bierzesz, ale musi mocno trzepać.
K. powiedział/a
“Cel: wstęp do liceum, w którym dalej męczył się będę jak wół. Nie wiem czy to ma sens. A potem praca, praca, praca. Potem siedemdziesiątka, trochę emerytury i zdychaj.” – Czyz nie najwyzszy czas na wakacje?
Calozyciowe, poza granicami ojczyzny
.