kwiecień 28, 2008 @ 9:13 pm
· Zamieszczone w kategoriach Muzyka, Życie
Taka mdła dopadła mnie nuda. Może apetyt rośnie w miarę jedzenia, a faktycznie jest lepiej niż było przedtem. Nie wiem. A teraz czas na standardowe zdanie sprawy z ostatnich wydarzeń. Wycieczka do Pragi. Ogólnie to całkiem nieźle, ale towarzysko, bo… Gonienie w tempie chorym, pogoda beznadziejna (deszcz dzień w dzień), czasu wolnego jak na lekarstwo i w miejscach bezsensownych. Nic to, widziałem już to miasto, piękne jest. Znalazłem się jakimś przypadkiem w pokoju o dziwnym składzie. Pamiętajcie, nie rzucajcie się nigdy mrożonymi bułkami!
Michaś - Radek, Piotrek, co tam?!
Radzio [zza ściany - pokój obok, powaga] - Rozmawiamy.
Michaś - A o czym?
Radzio - Nie twój biznes.
Michaś - A gacie już włożyłeś?
Kiełbaski z grilla były wcale niezłe, pozdrawiam wszystkich uczestników imprezy. Następnego dnia Punky Reagge Live. Cóż, sześć godzin wcale niezłego grania (mam tu na myśli Zmazę, Leniwca i starsze numery Farbenów). Ogólnie raczej wykończające, a po powrocie wypiłem około 5 litrów napojów.
Teraz tylko przetrwać kolejny dzień. Ale dlaczego nic się nie dzieje?!
Ach, ostatnio w mym odtwarzaczu często gości łatwe i przyjemne psychobilly (typu Nekromantix, Horrorpops czy Mad Sin). Że niby nie trÓ? Jak jesteś samcem to się temu nie oprzesz, a nawet jeśli nie jesteś to i tak nie jest to wykluczone. Świetne jako odpoczynek od ostrego darcia mordy. Rock’n'roll!
Dziś był konkurs kolęd. Gitary były ustawione trochę za cicho, wokal zorganizowany na poczekaniu przed konkursem. Choreografia – gospel. Ogólnie, solidna amatorszczyzna, jestem zadowolony. Miejsce czwarte. Na cztery. Jury nie czuło bluesa: Czego szukasz w naszym mieście?
Prawdziwa Elektryczna Orgia. Każdy musi mieć koniecznie elektryka, a najlepiej to już czarnego Corta. Ludzie! Kupujcie czerwone Skywaye!
Wpędzony zostałem w kompleksy nienagannym wykonaniem Tornado of Souls. Będę musiał zabić Dave Mustaine’a, zjeść jego mózg i wtedy odgryzę się idealnym odtworzeniem całego Rust in Peace. W międzyczasie zapuszczę bujne loki, kolor już mam. A poważnie, to muszę szarpnąć się na metronom i poświęcić ćwiczeniom.
Czarna ręka zbrodniczego systemu zaatakowała. System atakuje nieustannie, chce zabrać naszą wolność i – trzeba przyznać – udaje się mu to. Dyktuje co mamy ubierać, co mamy myśleć, a czego nie. Oczywiście podobno system nas kocha, ale to wszystko kultura masowa. Konkluzja: jniszczyć system!
Wczoraj – co może niektórzy pamiętają – był Sylwester. Kończy się stary rok, zaczyna nowy; nowe nadzieje, nowe znajomości, nowe śmieci, nowe ceny w sklepach. Cudownie. Zacznę politycznie. W telewizji cieszą się – cóż że podwyżki cen są, gdy ponoć płace wzrosną? Pytanie: czy wzrosną, czy przeciętny obywatel faktycznie otrzyma podwyżkę? Prawdopodobnie nie. Rzekomy wzrost płac dotyczy niewielkiej grupy osób i powoduje narastanie nierówności. Podwyżki cen dotkną wszystkich. Czas powiedzieć “nie” systemowi, który jawnie popiera niesprawiedliwość społeczną!
OK, teraz przejdźmy do rzeczy. Wszystkim życzę oczywiście mimo to szczęśliwego nowego roku i powodzenia w walce z kapitalizmem. Sylwestra spędziłem w końcu u Justyny, w doborowym gronie. Było świetnie! Godzina 1.05: Gramy w bierki. Po godzinie ktoś wpadł, że można by zatańczyć. Brawo!
O godzinie 3 (za wcześnie) wróciłem do domu. Zjadłem śniadanie i poszedłem spać. Sen miałem godny opowiedzenia. Otóż…
W oknie, spowity w białe firany, stał sam generalissimus Józef Wisarionowicz Stalin. Był on w nadzwyczaj dobrym humorze, a zza jego pleców biło światło. Spytał mnie o średni miesięczny dochód. Widać chciał sprawdzić jak się ludziom dziś żyje – skomentował Michaś. Potem opowiadałem dowcipy i świetnie się bawiliśmy (z Sekretarzem Generalnym KPZR, nie Michasiem). Koniec fazy REM.
Ostatnio w mym odtwarzaczu coraz częściej goszczą średniociężkometalowi wykonawcy, tacy jak Misfits i Motorhead. Jednak rock’n'roll żyje! Gdy chce się odpocząć od wszystkiego, od muzyki gęstej i ciężkiej jak sadza i popieprzonego życia, to te kapele są niezawodne. Naprawdę.
Dziś miała miejsce próba der Zinamonnindża w ciut rozszerzonym składzie (tu specjalne pozdrowienia dla Oli). Ogólnie rzecz biorąc to było jak zwykle, tylko bardziej. Podstawowym zakupem powinien stać się metronom. Fakt, nie zgrywaliśmy się, ale jak na pierwszą próbę było nieźle. Potrzeba nam jeszcze tylko perkusji, basu i garażu.
Graliśmy – uwaga, uwaga – “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. Tak, der Zinamonnindża zamierza wystąpić na konkursie kolęd, hurra! Oczywiście, zamierzamy wygrać, a jak jury się nie będzie znało na muzyce, to i tak będziemy ubóstwiani przez naszych fanów. Właśnie tak. I wcale nie gramy pod publiczkę.
Wcześniej byłem u ortodonty. Istnieje spora szansa, że będę miał aparat. Nie to, żebym jakoś bardzo nie chciał, ale mimo to wolę nie mieć obcych ciał w ustach. Jutro trochę wolności.
Wasz ulubiony komunista, dzieci, wybrał się na koncert – grali The Analogs, Razorquillz i Beri Beri. Generalnie Michaś stwierdził, że nikt tego nie zna, to znaczy, że są bardziej podziemni od Avril.
Pierwsze grało Beri Beri, kapela złożona z samych panienek, ponoć dość przeciętna. Nie wiem, nie oceniam, nie było mnie na nich, bo stałem pod Loch Nessem jak kretyn na mrozie i próbowałem ustalić, gdzie jest Biszkopt. Po 20 minutach zdecydowałem, że wejdę, rozejrzę się, a jak nikogo nie znajdę, to sobie kupię coś do picia i wrócę. Znalazłem.
Właśnie rozkładali się Razorquillz, zespół z Niemiec (ich Myspace). Dwie atrakcyjne pankówy – gitarowokal i bas, i koleś z Oktoberfest na perkusji. Dawali radę, zdecydowanie. Wokalistka przekrzykiwała gitary, było andergrandowo. Na Myspace jest zbyt czysto! W międzyczasie przyzwoite okrzyki skinów “antifaszist skinhedz” i “punks and skins unite and win”. Przyzwoici panowie, nie to co ci z poprzedniej notki.
A potem Analogs, pogo, jazda i w ogóle. Pięści w górze, glany w górze, jedna gleba (tylko). Biszu ma śliwkę pod okiem. Na koniec kolka, ale nie opuściłem pogo, o nie! Darłem się “Dzieciaki atakujące policję” i przeżyłem. Zglanowałem parę butów, przeszły swój bojowy chrzest.
Moje uszy wciąż nie działają jak trzeba. Pogo! Oi! Oi! Oi! – powiedział koleś z czerwoną gwiazdą na czole.
Dziś będzie krócej niż poprzednio, bo mi się nie chce dużo pisać. Pokłóciłem się z rodzicami, ale broniłem moich przekonań jak lew. Nie mogę oczywiście napisać o co poszło, bo ściany mają uszy. Ci, którzy mają wiedzieć, o co chodzi – i tak się dowiedzą. Denerwuje mnie ta wszechobecna infiltracja. Tak, to nie moja mania prześladowcza.
Pamiętajcie, żeby zawsze stawiać na swoim – mówi wam dobry wujek Chors. Oczywiście, staram się nigdy nie tracić dobrego nastroju i tak dzisiaj (koniec końców) też się nie stało.
Gitara moim najlepszym przyjacielem jest. A oto dlaczego się uczę grać:
Imieniny Mikołaja. W sumie fajne święto, dostaje się prezenty, jest swoista zapowiedź Świąt Zimowych. No, miło. Jest trochę Świątecznej Magii, ale w sam raz, by nie zwymiotować. Tak przynajmniej było rano. Przewinęła się dyskusja o niestosowności reklamy Allegro (“…Mikołaja nie ma”, ja bym nie chciał, żeby mi ktoś tak perfidnie odczarował Święta Zimowe). Szkoła.
Po szkole wracam do domu, po domu idę na rynek. Cel wyprawy – wymiana koszulki, którą jutro mam dostać. Na koszulce wielki napis FUCK OFF & DIE. Właśnie bando k… komercyjnych gnomów. FUCK OFF & DIE! Mam dość sztucznej atmosfery radości i świąteczności tworzoną jedynie w celu generowania większych zysków przez klasę posiadającą środki produkcji. Mam dość odmagiczniania Świąt Zimowych. Mam dość hałasowania świątecznymi piosenkami na ulicach.
Bunt! Bunt! Bunt!
Znajoma dostała drzwi na Mikołaja. Nie rozumiem tego. Ona też. To w ogóle jakiś absurd. Wszystko.
Moja ostatnia muzyczna fascynacja to Dub Buk, pieprzeni naziole z Ukrainy – co z tego, że jestem lewakiem. Grają świetną muzykę, klimat pierwsza klasa, liga światowa, melodie ludowe, perkusja z kopem jakich mało (i to nie są blasty jak w każdej blackmetalowej kapeli), ruskie motywy z czystym śpiewem. Cud i miód! Dla pocieszenia powiem, że te teksty nie są przynajmniej antysemickie, masochiści w nich też się rozsmakują, bo bywają antypolskie, a tytuły typu “Marsz slowianskih sokyr” bywają zabawne. Polecam!