Zabawy dla inteligentnych

Szeroki dostęp do światowej sieci stał się dla wielu ludzi przełomem w dostępie do wiadomości, zniesieniem nierówności w tym zakresie. Ale prócz dobroczynnych skutków, owe przełomowe zmiany przyniosły ze sobą następstwa niekorzystne. Spora część ludzi – co w dużej mierze jest skutkiem fatalnej polityki edukacyjnej Państwa – reprezentuje sobą mierny poziom intelektualny, co możemy zaobserwować choćby czytając komentarze portalu Onet. Większość sieciowych rozrywek jest przeznaczona dla jak najszerszej publiki, a zatem ma trafiać w gusty przeciętniaka – produktu polityki systemu.

Co zatem, gdy nie zadowalają nas gry sieciowe oparte na regularnym zaglądaniu na odpowiednią stronę i klikaniu tego czy owego? Od lat 70. funkcjonują tzw. wirtualne państwa, społeczności mające na celu najwierniejsze oddanie działania aparatu państwowego, budowę systemu prawnego i politycznego, itp. Takie zabawy nie wymagają bogatej oprawy graficznej, toczą się bowiem w znacznej mierze na forach i listach dyskusyjnych. Toteż teraz wypada bym dokonał subiektywnego przeglądu polskojęzycznych mikronacji – państw wirtualnych:

  1. Zjednoczone Królestwo Brugii - państwo federalne, złożone z dwóch Stadhouderatów o szerokim zakresie autonomii: Matlandii (którego mam skromną przyjemność być władcą), oraz Gryflandii. Szczególny nacisk jest położony na tworzenie swoistego tła w postaci historii przedinternetowej, języka brugijskiego i innych lokalnych dialektów, specyficznej kultury i budowanie narodowości brugijskiej. (www.brugia.go.pl)
  2. Królestwo Dreamlandu - najstarsza polska mikronacja, powstała w 1998. Posiada długoletnie tradycje prawne i bogatą spuściznę historyczną i kulturową. Do dziś podchodzi się tu do prawa z pietyzmem, choć dyskusje bywają ostre (starzy bywalcy – a i młodsi stażem, tacy jak ja, bo wszak obywatelem KD jestem dopiero od 2003 – narzekają na spadek ich poziomu w ostatnich latach). (www.dreamland.net.pl)
  3. Królestwo Scholandii - wirtualne państwo o dość wysokim poziomie kultury i nauki, stosunkowo żywe, ale na liście jego dyskusyjnej nie ma tak żywych dyskusji, jak w Dreamlandzie. Niektórzy mikroświatowi wizjonerzy upatrywali się w KS bastionu niegdysiejszej mikroświatowości. W kwestii tego państwa najmniejsze mam wszak doświadczenie, nigdy bowiem nie byłem jego obywatelem. (www.scholandia.org)

Istnieją poza tym pomniejsze i moim zdaniem mniej godne uwagi mikronacje, a także Księstwo Sarmacji, które jest państwem dużym, ale celującym w szeroką publiczność, co odbija się na jego poziomie.

Zabawa w państwo nie każdemu musi się podobać, ale jest to jakieś wyjście. Mnie powoli zaczynać na nią czasu. Na wszystko brak mi czasu… A i chęci ulatują. Wszystko jest takie nijakie, bez smaku i przezroczyste, zupełnie inaczej niż niegdyś. Czy to postęp jest zły?

Dodaj komentarz

S Nowym Godom!

Wczoraj – co może niektórzy pamiętają – był Sylwester. Kończy się stary rok, zaczyna nowy; nowe nadzieje, nowe znajomości, nowe śmieci, nowe ceny w sklepach. Cudownie. Zacznę politycznie. W telewizji cieszą się – cóż że podwyżki cen są, gdy ponoć płace wzrosną? Pytanie: czy wzrosną, czy przeciętny obywatel faktycznie otrzyma podwyżkę? Prawdopodobnie nie. Rzekomy wzrost płac dotyczy niewielkiej grupy osób i powoduje narastanie nierówności. Podwyżki cen dotkną wszystkich. Czas powiedzieć “nie” systemowi, który jawnie popiera niesprawiedliwość społeczną!

OK, teraz przejdźmy do rzeczy. Wszystkim życzę oczywiście mimo to szczęśliwego nowego roku i powodzenia w walce z kapitalizmem. Sylwestra spędziłem w końcu u Justyny, w doborowym gronie. Było świetnie! Godzina 1.05: Gramy w bierki. Po godzinie ktoś wpadł, że można by zatańczyć. Brawo!

O godzinie 3 (za wcześnie) wróciłem do domu. Zjadłem śniadanie i poszedłem spać. Sen miałem godny opowiedzenia. Otóż…

W oknie, spowity w białe firany, stał sam generalissimus Józef Wisarionowicz Stalin. Był on w nadzwyczaj dobrym humorze, a zza jego pleców biło światło. Spytał mnie o średni miesięczny dochód. Widać chciał sprawdzić jak się ludziom dziś żyje – skomentował Michaś. Potem opowiadałem dowcipy i świetnie się bawiliśmy (z Sekretarzem Generalnym KPZR, nie Michasiem). Koniec fazy REM.

Ostatnio w mym odtwarzaczu coraz częściej goszczą średniociężkometalowi wykonawcy, tacy jak Misfits i Motorhead. Jednak rock’n'roll żyje! Gdy chce się odpocząć od wszystkiego, od muzyki gęstej i ciężkiej jak sadza i popieprzonego życia, to te kapele są niezawodne. Naprawdę.

Komentarze (11)

Lustracja

Wbrew pozorom to nie będzie notka o lustracji. P**rdolić lustrację. Spalić IPN.

Na początek trochę moich poglądów na temat używek, bo to mi akurat przyszło na myśl. Papierosy. Śmierdzą. W miejscach ogólnego dostępu powinien być zakaz palenia; mam dość wdychania dymu na przystankach. Alkohol. Tylko z umiarem; żadna to dla mnie przyjemność schlać się aż do porzygania. Narkotyki. Te naturalne powinny być legalne. Wszystko co naturalne jest dobre. Reszta – na pohybel. Pamiętać trzeba, że używki (legalne) są obłożone akcyzą i kupując je wspiera się władzę – taką jaka jest.

Teraz krótki wywód o sądownictwie w państwie socjalistycznym. To powinno rządzić się własnymi prawami, poprzez Senat, będący reprezentacją profesorów i studentów wszystkich uczelni prawnych. To właśnie Senat decydowałby o tym, kto zostaje sędzią, prokuratorem, adwokatem czy radcą (kwestia egzaminów). Oczywiście, o przyjęciu na uczelnię prawną decydowałyby jedynie wyniki kandydata. W ten sposób kliki zostają zlikwidowane przy zachowaniu zasad praworządności. Precz z korporacjami!

Wczoraj miałem wigilię klasową, parę zdjęć jest na blogu Biszkopta. W sumie to nic się nie działo, potem poszedłem z Gibonem i Michasiem do Żeanta – też się nic nie działo, a potem poszedłem do domu, usiłowałem zdobyć klucze, zdobyłem je, zjadłem obiad, pojechałem na miasto gdzieś (tu tajemniczy uśmiech), wróciłem i tyle.

Satan Claus!

Komentarze (3)

Nie gramy pod publiczkę. Prawie.

Dziś miała miejsce próba der Zinamonnindża w ciut rozszerzonym składzie (tu specjalne pozdrowienia dla Oli). Ogólnie rzecz biorąc to było jak zwykle, tylko bardziej. Podstawowym zakupem powinien stać się metronom. Fakt, nie zgrywaliśmy się, ale jak na pierwszą próbę było nieźle. Potrzeba nam jeszcze tylko perkusji, basu i garażu.

Graliśmy – uwaga, uwaga – “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. Tak, der Zinamonnindża zamierza wystąpić na konkursie kolęd, hurra! Oczywiście, zamierzamy wygrać, a jak jury się nie będzie znało na muzyce, to i tak będziemy ubóstwiani przez naszych fanów. Właśnie tak. I wcale nie gramy pod publiczkę.

Wcześniej byłem u ortodonty. Istnieje spora szansa, że będę miał aparat. Nie to, żebym jakoś bardzo nie chciał, ale mimo to wolę nie mieć obcych ciał w ustach. Jutro trochę wolności.

Komentarze (5)

Komuch wśród skinów – część pierwsza i ostatnia

Wasz ulubiony komunista, dzieci, wybrał się na koncert – grali The Analogs, Razorquillz i Beri Beri. Generalnie Michaś stwierdził, że nikt tego nie zna, to znaczy, że są bardziej podziemni od Avril.

Pierwsze grało Beri Beri, kapela złożona z samych panienek, ponoć dość przeciętna. Nie wiem, nie oceniam, nie było mnie na nich, bo stałem pod Loch Nessem jak kretyn na mrozie i próbowałem ustalić, gdzie jest Biszkopt. Po 20 minutach zdecydowałem, że wejdę, rozejrzę się, a jak nikogo nie znajdę, to sobie kupię coś do picia i wrócę. Znalazłem.

Właśnie rozkładali się Razorquillz, zespół z Niemiec (ich Myspace). Dwie atrakcyjne pankówy – gitarowokal i bas, i koleś z Oktoberfest na perkusji. Dawali radę, zdecydowanie. Wokalistka przekrzykiwała gitary, było andergrandowo. Na Myspace jest zbyt czysto! W międzyczasie przyzwoite okrzyki skinów “antifaszist skinhedz” i “punks and skins unite and win”. Przyzwoici panowie, nie to co ci z poprzedniej notki.

A potem Analogs, pogo, jazda i w ogóle. Pięści w górze, glany w górze, jedna gleba (tylko). Biszu ma śliwkę pod okiem.  Na koniec kolka, ale nie opuściłem pogo, o nie! Darłem się “Dzieciaki atakujące policję” i przeżyłem. Zglanowałem parę butów, przeszły swój bojowy chrzest.

Moje uszy wciąż nie działają jak trzeba. Pogo! Oi! Oi! Oi! – powiedział koleś z czerwoną gwiazdą na czole.

Komentarze (2)

W górę, Czerwone Sztandary!

Jest źle. Nigdzie nie uczy się o sprawiedliwości społecznej, o ideałach wolności i równości. Państwo, szkoła i kościół są w sojuszu z konsumpcją. Cóż, gdy wszyscy mają to gdzieś, to – nie masz wyjścia, człowieku – “z własnej woli sam się zbaw”.

Bądź bardziej czerwony niż Mars i miej to w dupie, że cię goni Młodzież Wszechpolska. W dupie miej wąsatego rowerzystę, który utrzymuje, że czerwona gwiazda na czapce to jak swastyka na czole (z mojego życia wzięte). Mogłem mu powiedzieć, że jeśli nie widzi różnicy to jego problem, gdyby nie komuniści zapewne by harował na polu Radziwiłła albo innego Nałęcza. Gdyby nie komuniści 3/4 polskiej wsi pozostałoby (na oko) do lat 90. bez prądu. Polska Ludowa – nie pozbawiona oczywiście wad i patologii, jak każda władza – była najlepszym, co mogło spotkać Polskę w tym czasie.

A teraz co mamy? Skinów terroryzujących mieszkańców Bytomia, w cichej zmowie z prawicową nomenklaturą. Skandal. Hańba. Czas powiedzieć stop brunatnej powodzi! W górę, Czerwone Sztandary! – powiedział Konrad i zemdlał, bo zbluźnił przeciwko Bogu.

Komentarze (5)

Nic się nie dzieje

Nie dzieje się nic. Nuda, codziennie to samo, egzaminy próbne, które poszły mi beznadziejnie. Czytam trzy książki na raz. “Cierpienia młodego Smętka w pigułce”. Ale najgorsze jest to, że pomimo tej nudy cholernej, nie mam na nic czasu. NA NIC!

Suszę włosy, ręcznik mam na łbie. Co z tego, że długo schną? Nie obetnę się, żeby wyglądać jak Każdy. Każdy to zwierzę! (Tu porównanie ludzi do świni, oburzajcie się, jak Każdy. A przecież wielu ludzi to niezłe świnie.)

Ludzie nie myślą o tym w co wierzą. Ktoś mnie ochrzanił, że wywalam rozciapciane ciasto do kosza, bo (uwaga!) to mógł być chleb. Zapytałem, czy Ktoś wyrzuca ryż, ziemniaki, itp. Oczywiście odrzekł, że to co innego. To chleb to jakiś fetysz jest, czy co? Może ktoś to wyjaśni.

Widzicie już, że nic się nie dzieje i nie mam poważniejszych problemów. Więcej pisać mi się nie chce.

Komentarze (5)

Zabij ojca, zabij matkę

Dziś będzie krócej niż poprzednio, bo mi się nie chce dużo pisać. Pokłóciłem się z rodzicami, ale broniłem moich przekonań jak lew. Nie mogę oczywiście napisać o co poszło, bo ściany mają uszy. Ci, którzy mają wiedzieć, o co chodzi – i tak się dowiedzą. Denerwuje mnie ta wszechobecna infiltracja. Tak, to nie moja mania prześladowcza.

Pamiętajcie, żeby zawsze stawiać na swoim – mówi wam dobry wujek Chors. Oczywiście, staram się nigdy nie tracić dobrego nastroju i tak dzisiaj (koniec końców) też się nie stało.

Gitara moim najlepszym przyjacielem jest. A oto dlaczego się uczę grać:

Moja wieczorna faza

Komentarze (4)

O emo, ewangelii i erytrocytach

Jak zwykle, zaczęło się od ranka. Nie omieszkałem się nieco “polansować” w moich nowych, mikołajkowych rurkach. Co oczywiście jest świetnym pretekstem do dyksusji o emo. Ja, osobiście, jestem człowiekiem tolerancyjnym w każdym calu. Niektóre rzeczy w stylu ubierania się emo są naprawdę fajne i godne uwagi, ale tylko jeśli nie są różowe. Sam chętnie włączam elementy takiego “mhrokhu”do moich ciuchów i wcale się tego nie wstydzę. Ale z tego powodu nie jestem jeszcze emo. To przecież głównie muzyka, moim skromnym zdaniem – muzyka do kitu, słaba, plastikowa i gówniana. Ale to tylko moje zdanie, cudze zaś zdania szanuję.

Tyle tych rozważań, które nie mają żadnej wartości. Oczywistym jest, że tworzenie własnego stylu jest dobre, powielanie zaś cudzych – złe. Jeśli masz inne zdanie, chętnie z Tobą podyskutuję.

Byłem też na pierwszym piątku. Optymizmem napawa ilość osób w glanach, a więc – w pewien sposób alternatywnych. Jak tak dalej pójdzie, to przestaną być alternatywni. Ale nic to. Tylko co oni TAM robili. Zmuszanie do chodzenia do kościoła. Straszna rzecz. Mnie wystarczy własna gącina. Czczę tam Jahwe, Horusa, Peruna i Karola Marksa, w zależności od potrzeb. Te wszystkie podpisy – straszne. Taki brak zaufania, a podobno wiara opiera się na zaufaniu. Może ludzie wyciągną wnioski.

Dobrą stroną jest to, że jako pokutę ten ksiądz dawał fragment ewangelii. Niech ciemny lud pozna podstawy swojej wiary. Choćby żeby miał co krytykować.

Byłem u Michasia na Dobrego. Dobre miejsce na imprezę. Erytrocyty.

Komentarze (4)

Ile można?!

Imieniny Mikołaja. W sumie fajne święto, dostaje się prezenty, jest swoista zapowiedź Świąt Zimowych. No, miło. Jest trochę Świątecznej Magii, ale w sam raz, by nie zwymiotować. Tak przynajmniej było rano. Przewinęła się dyskusja o niestosowności reklamy Allegro (“…Mikołaja nie ma”, ja bym nie chciał, żeby mi ktoś tak perfidnie odczarował Święta Zimowe). Szkoła.

Po szkole wracam do domu, po domu idę na rynek. Cel wyprawy – wymiana koszulki, którą jutro mam dostać. Na koszulce wielki napis FUCK OFF & DIE. Właśnie bando k… komercyjnych gnomów. FUCK OFF & DIE! Mam dość sztucznej atmosfery radości i świąteczności tworzoną jedynie w celu generowania większych zysków przez klasę posiadającą środki produkcji. Mam dość odmagiczniania Świąt Zimowych. Mam dość hałasowania świątecznymi piosenkami na ulicach.

Bunt! Bunt! Bunt!

Znajoma dostała drzwi na Mikołaja. Nie rozumiem tego. Ona też. To w ogóle jakiś absurd. Wszystko.

Moja ostatnia muzyczna fascynacja to Dub Buk, pieprzeni naziole z Ukrainy – co z tego, że jestem lewakiem. Grają świetną muzykę, klimat pierwsza klasa, liga światowa, melodie ludowe, perkusja z kopem jakich mało (i to nie są blasty jak w każdej blackmetalowej kapeli), ruskie motywy z czystym śpiewem. Cud i miód! Dla pocieszenia powiem, że te teksty nie są przynajmniej antysemickie, masochiści w nich też się rozsmakują, bo bywają antypolskie, a tytuły typu “Marsz slowianskih sokyr” bywają zabawne. Polecam!

Komentarze (6)

« Nowsze wpisy · Starsze wpisy »